|
|
For the week of August / Sierpnia 17, 2008
Łzy Moniki
W centrum dzisiejszej Ewangelii
znajduje się kananejska kobieta. Na
pewno, nie wiedziała wiele o Jezusie.
Pewnie tylko tyle, że czynił cuda. To
daje jej ufność, że zwraca się do
Niego z prośbą: Ulituj się nade mną,
Panie, Synu Dawida! Moja córka jest
ciężko dręczona przez złego ducha.
Ale dzieje się rzecz dziwna -
słyszymy, że Jezus nie reaguje na jej
prośbę. To uczniowie wstawiają się
za kobietą. Czyżby oni mieli więcej
zrozumienia i życzliwości dla szukającej pomocy Syrofenizjanki,
niż sam Pan? Na ich wstawiennictwo Jezus odpowiada odmową.
Co więcej, Jego odmowa nie ma w sobie nic z delikatności:
Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom. Któż by się
nie zraził słysząc takie słowa. A co robi kobieta? Ona bierze słowa
Jezusa za dobrą monetę i odpowiada: Tak, Panie, lecz i szczenięta
jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów. Na te słowa
Jezus nie powściąga dłużej swojej dobroci. Wysłuchuje jej prośbę i
daje jej wielką, bardzo wielką pochwałę. O niewiasto wielka jest
twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! I Ewangelista
potwierdza uwolnienie jej córki od złego ducha.
Wiele wierzących matek odnajdzie się w tej udręczonej
matce, który walczy o swojego syna czy córkę, ponieważ
odwrócili się od wiary albo weszli na niebezpieczną ścieżkę.
One walczą o swoje dziecko czy dzieci i włączają się w szereg
świętych matek, który zaczyna się od Syrofenicjanki z
dzisiejszej Ewangelii i trwa nieprzerwanie do naszych czasów.
Ile matek „nosi” w swoich modlitwach swoje dorosłe dzieci i
przez to ratuje je od zguby?
Do rzędu tych wspaniałych kobiet zalicza się św. Monika.
Była prostą kobietą. Jej syn był powodem jej zmartwień.
Niedługo po jego urodzinach Monika zapisała go do
katechumenów. Sama osobiście uczyła go prawd
katechizmowych. Uczyniła wszystko, co wierząca, troskliwa
matka uczynić może. Mimo wszystko, wydawało przez długi
czas, że jej trud był daremny. Połączył się z kobietą i żył z nią
bez ślubu. Przyłączył się do sekty, której nauka była bardzo
oddalona od chrześcijańskiej wiary. Monika prosiła biskupa -
prawdopodobnie Ambrożego - aby pouczył Augustyna. Ale
biskup odmówił. Był on zdania, że jej syn może samodzielnie
przez studium dojść do tego, że wyznawana przez niego nauka
jest błędna i bezbożna. Matkę nie uspokoiły słowa biskupa, lecz
dalej prosiła go ze łzami. Zniechęcony odesłał ją ze słowami:
No idź już i zostaw mnie! To niemożliwe, aby syn takich łez
mógł pójść na zatracenie. Te słowa przyniosły jej wielką
pociechę.
Minęło dalszych dziewięć lat. Mogło się wydawać, jak w
dzisiejszej Ewangelii, że Bóg jest głuchy. Ale wszystkie jej
prośby i łzy były policzone i przyjęte przez Boga, i przyniosły
pożądany efekt. Augustyn nawrócił się. Porzucił grzeszny
związek. Ochrzcił się. Przyjął świecenia kapłańskie, a później
także został biskupem. Napisał wiele, bardzo głębokich pism,
które dają światło do dzisiejszego dnia, mimo iż od ich
napisania minęło więcej niż 1 600 lat. Możemy sądzić, że nie
byłoby tego wszystkiego, gdyby nie łzy i wytrwała modlitwa
jego świętej matki - Moniki
|
|
 |
|
|
|